Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Blog > Komentarze do wpisu
"Żona mormona" Irene Spencer

Książka „Żona mormona” do bólu szczera autobiografia Irene Spencer podpatrzona na jednym z zaprzyjaźnionych blogów zbiera dość skrajne noty. Dla niektórych to książka objawienie, świetna literatura z wyższej półki, dla innych co najwyżej kiepskie czytadło. Szczerze mówiąc ciężko było mi ocenić Żonę mormona jako całość a więc: treść i styl pisania. Bo jakim prawem mogę krytykować decyzje, czasem rzeczywiście tragiczne, ale najczęściej podobne do tych przed którymi stawała Antygona – Irene? Czytelnikowi siedzącemu wygodnie w fotelu/na krześle/ czy tak jak kot w butach: rozwalonego na łóżku łatwo się wymądrzać i dawać dobre rady Irene.

Irene Spencer wychowała się w ultra-mormońskiej rodzinie, które głosiła zakazaną w USA poligamię, jako jedyną i słuszną drogę do zbawienia. Indoktrynacja dzieci z takich rodzin następowała bardzo szybko. Izolowano ich od innych dzieci, sąsiadów aby wielożenność pozostawała w ukryciu. Często było to niemożliwe, na przykład wtedy gdy do szkoły do jednej klasy trafiało rodzeństwo podające nazwisko tego samego tatusia ale uparcie utrzymujące, że nie są wieloraczkami.

Lawinowo rozrastająca się rodzina potęgowała koszty, które pokryć musiał jeden pracujący tatuś. Dlatego rodziny ultra-mormońskie nie mogły być zbyt bogate. W praktyce były przeraźliwie biedne. Dzieci - w ubrankach szytych z worków na mąkę nie miały łatwo. Wstydziły się swojego wyglądu, ponadto wpajano im konieczny do zachowania dystans w stosunku do innych dzieci i dorosłych. Przejawy agresji w ich kierunku były możliwością zdobywania punków u Boga, koniecznym i zaszczytnym cierpieniem, które zadają zazdrośni o objawioną prawdę ludzie.

Wszystkie czyny powinny być zgodne z Regułą – systemem nakazów każdego prawdziwego mormona. Jego główna zasada głosiła obowiązkową poligamię. Minimalną, że tak się wyrażę, liczbę żon, które może mieć dobry mormon były dwie. Ale siedem było marzeniem każdego mężczyzny tego wyzwania. Gdzieś w okolicy 30 strony zadałam sobie pytanie jak możliwe jest, zakładając, że zwykle mężczyzn rodzi się mniej więcej tyle samo co kobiet, znalezienie aż siedmiu żon. To samo pytanie zadawał sobie każdy zapobiegliwy mąż. I tu natrafiłam na pierwszy, ciężki do przeskoczenia dla mnie dylemat. „Nową” żonę szukały dla swojego męża „stare” żony. Bo kolejna żona to coraz większa chwała także dla nich. I obiecana nagroda w niebie. Spotkania towarzyskie (oczywiście tylko w grupie wiernych) polegały na uważnym obserwowaniu wolnych (jeszcze) kobiet, wychwalaniu własnego męża i namawianie na „przystąpienie” do rodziny. Nawet ślub nie był spotkaniem dwojga ludzi. Nową żonę do ślubu prowadziła stara żona i oddawała ich wspólnemu mężowi.

Zaskoczyło mnie tłumaczenie, które żony przekazywały sobie jako pociechę: gdy podoba Ci się jakiś mężczyzna, a jest on mężem innej, nie przejmuj się, poligamia pozwoli Ci go „dostać” i nie będzie to niezgodne z religią.

Irene opisywała szczegółowo swoją historię. Podejrzewam, że jest to swego rodzaju spowiedź potrzebna dla niej i pomocna jej dzieciom. Myślę, że twierdzenie „ja bym tak nie postąpiła, nie zgodziła się na bycie n-tą żoną, ja bym nie zaprzepaściła szansy na normalny (czyt.: monogamiczny) związek” jest łatwe i powierzchowne. Bo kto z nas może wyobrazić sobie jak to jest żyć widząc tylko JEDYNĄ SŁUSZNĄ REGUŁĘ, jak ciężko jest przeciwstawić się wychowaniu, tradycji, skazać na wieczne potępienie. Sądzę, że tak naprawdę Irene nie miała wyboru. Pranie mózgu, które przeszła, zabrało jej wolną wolę, a każde próby zaczęcia nowego życia okupowane były paraliżującymi wyrzutami sumienia.

Irene poślubia Glena, zostaje drugą żoną i nie potrafi sobie poradzić z zazdrością. Kolejna żona to kolejny powód do zazdrości. Zazdrości o poświęcony czas, uwagę, rozmowy i sex, który nie dość, że był możliwy tylko w wybrane dni tygodnia (później: miesiąca) to dodatkowym „ograniczeniem racjonującym” były surowe zasady jakie przestrzegał Glen i które powinny być podstawą życia każdego ultra-monogamisty. Czynnikami, które powodowały, że sex stawał się grzechem było uprawianie go podczas ciąży, okresu, dni bezpłodnych i po menopauzie. Resumując: każdy akt seksualny, który nie może prowadzić do zapłodnienia był zakazany. Za przykład podawano sobie jedną z wiernych wyznawczyń poligamii, która miłość uprawiała 9 razy w życiu i tyle też razy była w ciąży.

Nie chciałabym (swoim zwyczajem) opowiadać więcej z treści książki. Dla mnie to była lektura obowiązkowa, smutna opowieść o kobiecie żyjącej w zgodzie z religią jej rodziców.

Krytycy zwrócili uwagę na prosty język Irene, monotonność opowieści, przydługie opisy. Dla mnie są to rzeczy czyniące tą książkę jeszcze bardziej autentyczną, osobistą. Tak jakby autorka z całych sił chciała aby czytelnik potrafił postawić się na jej miejscu, patrzył na te zdarzenia jej oczami i choć trochę zrozumiał motywy jej postępowania.

Polecam. Moja ocena 6.0/6

wtorek, 29 marca 2011, kot_w_butach84

Polecane wpisy

Komentarze
2011/03/29 20:02:40
Nareszcie jesteś!:) I to z dwoma postami prawie naraz:)
O mormonach wiem tyle ile z zajęć o religiach i sektach. W Polsce zdecydowanie mało się mówi na ich temat. Może ze względu na brak mormonów w naszym kraju lub brak źródeł informacji. Słyszałam o dyscyplinie i bezwarunkowym posłuszeństwie, zakazie picia kawy, herbaty, przekazywaniu na rzecz zgromadzenia 10% swoich dochodów (co uzasadnia ich biedę) oraz izolacji wobec otoczenia i tego co nie ma związku z ich wiarą. A o poligamii czytałam, że została zniesiona. Chyba jednak niekoniecznie. Czego dowodem jest książka Irene Spencer.
-
agnes_plus
2011/04/01 10:19:13
Zainteresowałaś mnie, zwłaszcza że całkiem niedawno czytałam "Studium w szkarłacie", gdzie też jest co nieco o mormonach.
Książkę wrzucam do schowka.
-
2011/04/04 08:11:31
Veritka :-)) Poligamia została zniesiona i mormoni potępiają ją (już) ale pewna grupa mormonów, która jak tłumaczyła autorka odstrzeliła się od głównego nurtu religii dalej uważa że jest to jedyna słuszna droga do zbawienia. Generalnie wyraźnie autorka zaznaczyła, że dalej są takie rodziny, tyle że żyją w zamkniętych społecznościach, na jakiś farmach, ukrywają się itp. Rząd i policja USA co jakiś czas robi naloty na takie rodziny, wiadomo raz że biednie i dzieci nie mają normalnych warunków do życia a dwa, że to nierealne.
O 10% coś mi się nie kojarzy ale chyba wypadło mi z głowy ;-) Ja nigdy się o nich nie uczyłam. Kiedyś czytałam książkę o Amiszach, no ale to już inna bajka, że tak powiem ;-)
Generalnie bardzo lubię takie książki. Polecam.
Dobrego dnia :-)))
-
2011/04/04 08:12:55
Agnes :-)) Mam nadzieję, że Ci się spodoba, książka warta tego aby się nią zainteresować głównie ze względów poznawczych.
A tą którą czytałaś, też muszę bliżej oblukać.
Dobrego poniedziałku życzę :-)
-
Gość: Nati, *.ssp.dialog.net.pl
2011/07/19 20:58:47
poprawka: Irene nie poślubiła Glena (który był jej młodzieńczą i prawdziwą miłością) tylko Verlana.