|
Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Blog > Komentarze do wpisu
Wyprawa na Krym
Za oknem zima stanęła na wysokości zadania zasypując śniegiem szare ulice, porozsypywane Chodziła za mną ta Ukraina, K po poprzednich (a więc w 2010) wakacjach zapowiadał, że on nie chce, co roku na Ukrainę, że może wreszcie do innego kraju spróbujemy. Ale im bliżej urlopu tym bardziej oboje byliśmy przekonani na właśnie ten kierunek podróży. Trochę obawiałam się logistyki, mieliśmy sztywny czas powrotu, nie mogliśmy pozwolić sobie na swobodny come-back. Trochę się też czailiśmy z tym wyjazdem bojąc się, że zapeszymy, szef nie da urlopu, nie będziemy mieli biletów, noclegów, rozchorujemy się, trafimy na brzydką pogodę (końcówka września nie jest pełnią lata nawet na Krymie). Właściwie zaplanowanie całości zajęło mi jakieś 2 dni, K w tym czasie dzielnie pracował. Dość gładko wyglądało załatwianie noclegów (ukłony w kierunku hospitalityclub i couchserfing), biletami na pociągi zajęła się moja przyjaciółka z Frankivska. Piątek poświęciliśmy na pakowanie i odwiedzimy u stroskanej jak nigdy rodzinki. Sobota była dniem pakowanie, wymiany waluty, dokupowania ostatnich gadżetów. Jechaliśmy do Przemyśla zupełnie bezsensownym jak się później okazało połączeniem z międzylądowaniem w Tarnowie gdzie zmuszeni byliśmy spędzić 3 godziny, które wlekły się jakbyśmy, co najmniej się tam zameldowali na kilka tygodni. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, jak wygląda poczekalnia dworcowa nocą. Jeśli nie to niewiele Was ominęło. Już po kilku minutach zrozumieliśmy specyficzne zasady rządzące tym miejscem. Zabawa w kotka i myszkę, tak nazwałabym ten dziwny rodzaj „gry”, który urządzali sobie bezdomni z ochroniarzami. Na terenie poczekalni w nocy (nie wiem jak w dzień), nie powinny przebywać osoby bez biletu, lub ewidentnie nieplanujące podróży, więc odpowiedzialny za porządek mężczyzna robił, co mógł, żeby sumiennie wykonać swoje obowiązki. Było to trudne biorąc pod uwagę, że na dworzec można było wejść z dwóch stron, wejść jedną i wyjść drugą, okrążyć budynek radośnie śmiejąc się w duchu z nieporadnego strażnika. Bezdomni mieli zabawy co niemiara, pasażerowie w związku z koszmarnymi zapachami tych poprzednich – mniej. 3 godziny obserwowania tego widowiska wyleczyły nas raz na zawsze z pomysłu powtórki z rozrywki. Żałowaliśmy, że nie wzięliśmy autka, mogliśmy zaparkować go gdzieś w Przemyślu na te dwa tygodnie, na pewno byłoby to wygodniejsze i mniej męczące. Nocny pociąg Tarnów – Przemyśl to osobna historia, jednak niezrażeni mknęliśmy do przodu, w kierunku naszych wakacji. Sprawnie przedostaliśmy się przez granicę ciesząc się ze zniesienia konieczności wypełnienia „karteczek” na granicy, które skutecznie opóźniały zawsze kolejkę. Poznana na granicy grupka polaków również wybierała się na Krym planując zaliczenie chyba wszystkich atrakcji tej części Ukrainy łącznie z przeprawą przez góry z namiotami. Nasze plany były mniej ambitne – chcieliśmy po prostu odpocząć. A jeśli przy okazji uda się, co nie, co „skubnąć” zabytków i ciekawych miejsc tym lepiej. Życzyliśmy im szczerze powodzenia wiedząc, że Ukraina to taki specyficzny kraj, który czasem plany podróżnych bardzo modyfikuje. 26 godzinna podróż pociągiem była bardzo przyjemna. Wrzesień jest już chłodniejszy na Odnośnie „techniki” kupowania miejsc w pociągu można w Internecie znaleźć wiele stron. W Poznani w pociągu dwaj Ukraińcy (jeden z nich to obowiązkowo Andrij – czasem miałam Dworzec Centralnyj w Simferopolu jest naprawdę świetnie zorganizowany. Ku naszemu zaskoczeniu większość dworców na Krymie jest wyremontowana, dostępne są w miarę aktualne informacje (na rozwieszonych tablicach, co do których lepiej zawsze się dopytać), bilety na busy sprzedawane są w kasie wraz z miejscówkami. Osobno dokupowany jest bilet na bagaż, nie kosztuje to dużo, ale jest sprawdzane. Tuż przed odjazdem do każdego autobusu wchodzi pani i kontroluje bilety pasażerów. Kupiliśmy bilety, zapakowaliśmy nasze bagaże i odrobinę przerażeni wyglądem marszrutki poniedziałek, 16 stycznia 2012, kot_w_butach84
Komentarze
2012/01/16 22:19:54
Gusiooku dziękuję za ten komplement, mam nadzieję, że zasłużony bo ja taki amator jestem i np nie umiałabym zupełnie napisać czegoś czego nie przezyłam, nic wymyślić twórczo. Umiem opisać tylko własne przygody ;-)
Mail obowiazkowo, tylko muszę trochę projektów pchnąć (dziś w planach noc z projektami), właśnie drukuję materiały, żeby nie patrzeć na komputer tylko w wercji papierowej to ogarnąć. Ściskam bardzo mocno :-))) 2012/01/17 07:21:50
mnie zawsze dziwi takie "nie, dziekuje", zanim jeszcze czegokolwiek sie sprobowalo. kiedys na Ukraine pojade, ale na pewno nie w tym roku. w tym roku troche inne plany, a w lipcu to jade wogole bez planu i zalezy dokad mnie pociagi i autobusy zawioza. znaczy bede kupowala bilet lotniczy, a reszta to jak sie ulozy.
a pod lotniskiem to bede siedziec cala noc w kwietniu, zeby doczekac sie kolejnego lotu.:) 2012/01/21 21:55:25
A zdjęcia gdzie, moja szanowna koleżanko? ;) Powinnaś chyba zostać specem od Ukrainy, a już na pewno MOIM źródłem wiedzy. Mój dziadek urodził się na terenie dzisiejszej Ukrainy więc pewnie kiedyś się wybiorę w tamte rejony. I słyszałam, że Czarnohora warta jest trudu :)
"Blod gejszę" też czytałam i mam podobne zdanie. Jak można się zachwycać tą książką? Pozdrawiam cieputki i mnóstwa soku z buraczków życzę :D 2012/01/22 23:44:04
:-) Uno, uwielbiam takie plany! To prawdziwa przygoda, zdecydowanie wolę to niż wyprawy z biurem podróży. Nasze wyprawy też czesto planowane były na bierząco. Ogranicza nas niestety (zresztą kogo nie ograniczas) czas powrotu i kasa którą możemy jednorazowo wydać. Planów mamy dużo, coraz bardziej egzotycznych ale powoli.
A często spotykasz się ze zdziwieniem, które maluje się na twarzy rozmówców gdy opowiadasz gdzie się wybierasz? Pozdrawiam z Krakowa 2012/01/22 23:49:48
Veritko ;-) Zdjęć nie było bo kartę zostawiłam w domu, ale będę w następnym wpisie bo o Kerczu będzie i morzu Czarnym i Azowskim. Dużo, dużo zdjęć. Czarnohorę bardzo polecam, mnie się tam strasznie podobało, my myślimy jeszcze o Gorganach i Świdowcu, bliżej Polski w Bieszczady Ukraińskie raczej nie będziemy się zapuszczać, słyszałam sporo nieciekawych historii i lepiej omijać te rejony. Ale Czarnohora dla nas była bezpieczna (pomimo, że całkowicie sami ją zwiedzaliśmy). Pewne środki ostrożności trzeba zachować, to pewne.
Blond gejsza to blond nieporozumienie - horror! Ale u Ciebie widziałam ciekawa ksiażką z serii Arabskich. Koniecznie muszę ją przeczytać ;-) Soczek z buraków nadal popijam - zdrowy!
Gość: una invitada, cpc1-sgyl7-0-0-cust1450.18-2.cable.virginmedia.com
2012/01/24 10:22:25
spotykam sie. bo wszyscy uwazaja, ze kobieta, ktora jedzie gdzies sama, to albo znajomych nie ma, albo desperatka jakas. a ja lubie sama. i znajomych mam, ale nie mam ochoty z nikim nigdzie jezdzic i za glownodowodzacego robic. lubie i sama i w rozne miejsca i mi z tym dobrze:)
|
|
Mi też pociąg na Krym przypadł do gustu, mimo wielu obaw.
Wracam do nauki, która wyjątkowo opornie idzie i czekam na maila Kochana! :*