Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Blog > Komentarze do wpisu
Okolice Krakowa - wyprawa rowerowa szlakiem Dłubni

Proponowaną dziś przeze mnie trasę przebyliśmy 1,5 raza. Za pierwszym razem w połowie drogi wygoniła nas burza, która skradała się, straszyła granatem i pomrukami żeby pod koniec nie przyjść i śmiać się z dwóch rowerowych tchórzy. Za drugim razem aura była wyśmienita, stąd na niektórych zdjęciach widać diametralnie różne warunki pogodowe.

Nasze obie wyprawy zaczynaliśmy o nie typowej dla nas porze bo około południa. I rzeczywiście wystarczy wygospodarować kilka godzin aby tą trasę pokonać. Jako że znaliśmy już te okolice (ja znacznie dokładniej, a K jak zwykle zapomniał że już tam byliśmy, co w jego przypadku jest częste. Czasem śmieję się że moglibyśmy co roku jeździć w to samo miejsce a on i tak czułby się jak odkrywca), nie zatrzymywaliśmy się na długo celem kontemplacji. Wyprawa zaplanowana była na porządne przetrzepanie piórek i zrobienie kilku fotek, właśnie na użytek tego bloga. Takie przyjemne z pożytecznym.

Jeśli uważnie przestudiujemy mapę możemy zwrócić uwagę, ze część trasy prowadzona jest łąkami, ścieżkami wzdłuż Doliny Dłubni, część zaś ulicą. Nie należy się tego obawiać, ruch jest umiarkowany, kilka samochodów raczej przyzwyczajonych do widoku jednośladów potrafiło zachować się stosownie. Zwykle omijam takie spotkania, tu obyło się bezkolizyjnie, spokojnie, słowem – nie przeszkadzaliśmy sobie. Widzieliśmy z daleka – trudno ta trasę pod względem natężenia ruchu porównać z bulwarami wiślanymi gdzie założę się że czasem zdarzają się rowero-korki – rodzinkę z dziećmi.

Kolejnym dużym plusem tej trasy jest jej bliskość, mieszkańcy północnej części Krakowa mogą na nią wyskoczyć w każdym momencie.

Ponadto,  gdy brak stosownej tabliczki lub malunku na drzewie wyznaczających kierunek zwykle można zdać się na zdrowy rozsądek.

Warto wziąć butelkę wody, coś na drugie śniadanie, koc, po drodze spotkamy wiele miejsc, które zachęcać będą do urządzenia pikniku.

Startujemy  w okolicach Stawów w Zesławicach (ul. Morcinka zaraz za Osiedlem Piastów).

 

Mijamy je od strony torów i wjeżdżamy na czerwony szlak,

który poprowadzi nas Doliną Dłubni aż do Więcławic. Przejeżdżamy pod torami i trafiamy na asfaltową drogę wzdłuż pól i domów. Tylko kilka metrów a my już jesteśmy na wsi.

 

Przepraszam mieszkańców okolicznych willi, dla takiego mieszczucha jakim jest kot w butach te tereny są typowo wiejskie. Kawałeczek jedziemy prosto aż trafiamy do skrzyżowania,

które pokonujemy prosto.  Chwilę później jesteśmy pod Kościołem Św. Małgorzaty w Raciborowicach

Możemy tam oglądać ładnie zachowaną dzwonnicę drewnianą oraz kilka tablic informacyjnych, które skrzętnie obfotografowaliśmy obiecując sobie że przeczytamy je na emeryturze. Zgodnie z kilkoma tym razem strzałkami ruszamy na lewo serpentyna

docierając do jazu na rzece Dłubnia.

Niestety, co właśnie wyczytałam na Internecie ominęliśmy drewniany młyn. To dość zagadkowe bo wydaje się to budowla dość sporych rozmiarów. Na pewno to nadrobimy następnym razem.

Jako ciekawostkę dodam że szlak Dłubni nazywany jest Szlakiem Młynów.  Młyny zachowały się w następujących miejscowościach:

- Raciborowice

- Kończyce

- Młodziejowice

- Wilczkowice - dwa

- Iwanowice

- Sieciechowice

- Wysocice

- Małyszyce

- Imbramowice

Jeszcze tylko kawałek i wjeżdżamy w mój ulubiony odcinek trasy – dolinę Dłubni.

 

Jest zielono, czysto, pusto, cicho i relaksująco.

 

 



 

Niespieszenie pokonujemy kolejne kilometry żałując  że nie wzięliśmy koca. K co jakiś czas walczy z moimi hamulcami przy rowerze, a raczej ich braku. Niestety raczej nie uda się ich wskrzesić, naciskanie całą siłą na oba, przedni i tylni powoduje co prawda pewne zwolnienie jednak nawet przy dużej dawce tolerancji trudno nazwać to hamowaniem. Kot w butach ze stoickim spokojem tłumaczy K że w Krakowie jest prawie płasko, hamulce to luksus na który pozwoli sobie za rok, jako że budżet na ten rok został już kilkukrotnie przekroczony. Kolejne czółenka, piękna sukienka są znacznie ważniejsze niż jakieś hamulce, prawda? :-)

Po pewnym czasie wjeżdżamy do malowniczo położonych Książniczek,

przejeżdżamy przez nie aby znów skręcić w drogę wyłożoną kamulcami.



Nie zawsze jest ona komfortowa, czasem zmuszeni byliśmy zsiadać z rowerów i je prowadzić, tym bardziej że było trochę pod górę. To niesamowite, że wciąż przecież niedaleko od Krakowa można znaleźć miejsca w których nie słychać szumu aut, miejskiego hałasu.

W Zdziesławicach znów opony naszych rowerów natrafiają na jakiś bardziej cywilizowany szlak, jedziemy wygodnym asfaltem



podziwiając gust, a raczej anty-gust właścicieli okolicznych domko-willi.  Niektóre z nich aż krzyczą „zburzcie mnie”, ale to może ja mam jakieś spaczone poczuje stylu? Niech każdy mieszka jak lubi – dochodzimy do wniosku mijając wsiowe piękności.

Więcławice Stare pozwalają nam podziwiać drewniane zabytki, kościół Św. Jakuba Apostoła przystrojony w weselne kwiaty czeka na państwo młodych.

Nie jest to może drewniane cudeńko w stylu Ulucza jednak cieszy i oko i nos – niesamowicie wręcz lubię zapach starego drewna.

To nas ostatni przystanek, przed nami droga zielonym szlakiem prosto w objęcia Krakowa.



Sprawnie, bo droga jest pochyła pod korzystnym dla nas kątem (zjeżdżamy a nie wjeżdżamy) w pół godziny dojeżdżamy pod Stawy w Zesławicach.

Odrobinę opaleni, bo stosujemy dość mocne kremy z filtrem, dotlenieni, zdrowo zmęczeni omawiamy kolejną trasę licząc, że aura i wolny czas będą nam sprzyjać.

 

środa, 09 maja 2012, kot_w_butach84

Polecane wpisy

  • Kot leci do Azji

    Ostatnia noc przed wylotem, kot w butach leci do Azji a konkretnie do Macao. Gdy kilka miesięcy wcześniej koci znawca mapy dostał propozycje tego egzotycznego w

  • Weselne przygody

    Na wesele brata mojego K szykowaliśmy się od dawna, sądząc, ze zawczasu zaczęte przygotowania udaremnią dziwne niespodzianki. Nic bardziej mylnego. Zeszła sobot

  • Krym: Kercz (Kerch) - twierdza Jenikale

    Kolejny pracowity weekend nie był tym czego akurat potrzebowałam. Miało być spaghetti na kolację a był budyń i to na szybko i do spania. Oczy lecą ze zmęczenia,

Komentarze
2012/05/09 15:47:00
ale zieleń, widać, że wiosna na całego!
-
2012/05/09 15:50:51
Chiaro :-) Tak! Nie trzeba byc nawet dobrym fotografem żeby zdjęcia były piękne, przyroda robia całą "czarną robote" za nas :-)
Pozdrawiam Cię serdecznie, lecę piec ciasto, znalazłam bardzo fajny przepis na jednym z blogów, dobrze tak od innych czegoś sie nauczyć.
-
pieczarka_mysia
2012/05/09 16:08:42
Nasza Polska jest przepiekna! :)

pozdrawiam serdecznie ;-)
-
2012/05/10 08:02:09
pieczarka_mysia :-) witam serdecznie! Oj piękna piękna. A co najwazniejsze blisko i na taki półdniowy wypad w sam raz. Pozdrawiam serdecznie
-
2012/05/11 10:22:32
ależ długi ten wpis:)no tak, rowerowy sezon się zaczął. ładne te drewniane dzwonnice. aż zaczciało mi się w Beskidy lub jakie Bieszczady pojechać:)
-
2012/05/12 10:30:21
Uno :-))) Długi bo czasem łatwiej dać zdjęcie niż opisywac. Trochę zastanawiałam się czy ktoś przebrnie przez niego ale pomyślałam, ze to (wiem ze to egoistyczne) przede wszystkim dla mnie, na pamiątke. Po za tym zauwazyłam że sporo osób szuka informacji na temat wycieczek rowerowych za Krakowem, pomysłów. Moze komuś się przyda?
Mnie też strasznie w góry ciągnie!
Wczoraj byliśmy na kilkugodzinnej wycieczce, kolejne świetna trasa, na pewno też ją opiszę.
Pozdrawiam Cię mocno :-))))
-
Gość: Jan, *.adsl.inetia.pl
2013/07/01 14:29:51
piękne okolice, naprawdę śliczne
-
Gość: Eliza, *.adsl.inetia.pl
2013/07/03 16:50:08
ślicznie tam, pozdrawiam
-
2013/07/07 11:58:30
Janie witam serdecznie :-) Polecam Kraków, ten mniej znany również.
-
2013/07/07 11:58:58
Eliza ;-) Witam witam! I zapraszam na Krakowskie szlaki rowerowe!
-
1kornosz-szymon
2013/12/20 15:05:08
Kolejna ciekawa relacje jak i fotorelacja z Twojej wyprawy:)
-
f1geodezja.pl
2015/11/03 14:19:50
Bardzo fajna traska - generalnie w stronę Słomnik warto pojeździć trochę.