Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Blog > Komentarze do wpisu
Macau - świątynia Tin Hau (Tin Hau Temple)

Kot obudził się skoro świt, zerknął na zegarek, 11, czas wstawać, wystawił łapkę za okno, poczuł swąd spalonego futerka, uf, dość ciepło, raczej zrezygnuję z dodatkowej pary rajstop i zaczął zbierać się na wyprawę. Uważnie przestudiował  mapę mając nadzieję, że wysiądzie tam gdzie zaplanował. Ubrał najlżejszą z możliwych sukienek, która biorąc pod uwagę lejący się z nieba żar, w połączenia z wilgotnością 90% dawał wrażenie pracującej na pełnych obrotach sauny. Zjadł obfite śniadanie: płatki owsiane z Chin kontynentalnych, polane mlekiem z Nowej Zelandii (to jedno z tych tańszych i tak pierońsko drogich, ale przypominających mleko płynów) z dosypanymi suszonymi owocami mango z Tajlandii. Pożywne, zdrowe śniadanie, które nieraz zastępuje kotu w butach lunch obiad i kolację pewnie niedługo będzie wywoływać odruch niemający nic wspólnego z „yummy”, jednak zdesperowany futrzak musi coś jeść. Mówiąc otwarcie: nie smakuje mi kuchnia w Macau. Pewnie gdyby założyć budżet przeznaczony na obiad 3 krotnie większy, pozwalający na żywienie się hotelu Lisboa zapewniłoby to obiadek godny kociego podniebienia. Niestety takiego budżetu nie ma, czasem tylko wpadnie na ruszt coś smaczniejszego. O jedzeniu tutaj będzie osobny, bardzo subiektywny wpis. Dziś o wyprawie do świątyni Tin Hau, kościoła świętego Francis Xavier, świątyni Tam Kung (oczywiście sprawdzam z mapą, w życiu nie nauczę się tych nazw).

Wskoczyłam do jakiegoś autobusu jadącego w stronę Coloane, czyli południowej części wyspy Taipa, wreszcie mogłam złapać oddech. Praktycznie wszędzie: w środkach komunikacji, sklepach, bankach, firmach, aptekach jest działająca sprawie, czasem nawet zbyt sprawie klimatyzacja. Podczas gdy na zewnątrz jest jakieś 100 stopni w cieniu, tak w autobusie spokojnie można narzucić na siebie sweter i się nie przegrzać. Początkowo od tych ciągłych skoków temperatur bolało mnie gardło, teraz przyzwyczajam się powoli i do zimna w autobusach i gorąca wszędzie na zewnątrz. Zaczęłam nawet doceniać parasolkę używaną w słoneczny dzień. Obowiązkowo okulary przeciwsłoneczne.

Co ciekawe, podczas gdy kot w butach powłócząc łapa za łapą, przemyka między klimatyzowanym sklepem, klimatyzowanym autobusem i niestety nieklimatyzowanymi ulicami, śliczne jak z obrazka Chinki kroczą dumnie czasem na obcasach (zawsze jednak bardzo gustownych i niewyzywających), nierzadko w spodniach (co w obliczu piekiełka na zewnątrz wydaje się torturą) czasem w swetrze (!!!!), marynarce (!!!!!!), pełnym (ale nie mocnym) makijażu. Makijaż kota w butach spływa z kocich oczek jakieś 10 metrów po wyjściu na zewnątrz. Po kolejnych 10 futerkowiec czuje jakby prysznic brał co najmniej tydzień temu. Uczucie, że każdy radzi sobie lepiej z upałem niż ja nie opuszcza mnie odkąd tu przybyłam. Postanowiłam przestać się przejmować, bo liczenie, że zrobi się chłodniej to czekanie na zimę, która tutaj ma mocno powyżej 10 stopni na plusie.

Wpełzłam do autobusu płacąc za przejazd „MACAUpass” klapnełam koło Chinki w średnim wieku i zaczęłam się zastanawiać w jaki sposób wyjaśnić jej, żeby wskazała mi gdy będzie mój przystanek. Wyjęłam obie moje mapy i najłatwiejszym angielskim, jaki znam poprosiłam, żeby wysadziła mnie na ścieżce do świątyni. Niestety żadna z dostępnym przeze mnie map nie posiada nazw przystanków. Pani dość szybko „złapała” co mam na myśli, rozsądnie zauważając, że chce wysiąść przy zoo z pandami.  Do zoo z racji przekonań się nie wybierałam, jednak rzeczywiście, to wydawało się być w okolicach. Wysiadłam i zalała mnie oszałamiająca fala gorąca. No moment straciłam oddech myśląc, że to będzie ciężki spacer. Był.

Zaczęła się mozolna wspinaczka asfaltową drogą pod górę. Z założenia drogą przeznaczoną na auta, bo podejrzewam, że żaden desperat, oprócz jednego, nie wpadł na pomysł, żeby pokonać te kilka kilometrów piechotą. W polskich warunkach byłby to niedzielni, poobiedni spacerek, w warunkach Macau, była to wspinaczka na Mount Everest co najmniej. Od czasu do czasu tylko rzucany przez zniszczone przez tajfun drzewa cień pozwalał na chwile odpoczynku połączone z popijaniem kończącej się wody do picia. Po piętnastu minutach zdesperowanego futerkowa minął samochód na chińskich rejestracjach, który po chwili zatrzymał się a z niego wychylił się starszy pan pytając „po swojemu” czy podwieźć, czy koci turysta na pewno idzie na górę PIECHOTĄ. Kot w butach dzielnie odparł „No, thanks so much!” kłaniając się w podzięce za propozycję, gratulując sobie hartu ducha, ostrożności, zaradności, odpowiedniego podejścia do bezpieczeństwa samotnej kobiety w obcym kraju, nie rozmawiania z obcymi… Gratulował sobie tego jeszcze przez jakieś 5 sekund, jednak widząc tył wypasionego samochodu, z KLIMATYZACJĄ, na chińskich rejestracjach poczuł, że może niebyła to najmądrzejsza decyzja. Godzinę później, gdy dotarł na miejsce, kot w butach WIEDZIAŁ, że NIE była to dobra decyzja. Kot w butach wyglądał jakby wyszedł z morza.

Jednak nic nie było w stanie przysłonić radości, gdy dzielny wędrownik zobaczył świątynię Tin Hau (odnośnie pisowni: często zdarza mi się, że jedna i ta sama świątynia nazywana jest ciut inaczej, tutaj na przykład znalazłam dwie wersje Tian Hau i Tin Hau, nie mam pojęcia, z czego to wynika).

Nie zważając na zalewający twarz, ręce, szyje tułów, nogi (ok., daruję sobie szczegóły) pot obfotografowałam i świątynie i statuę. A oto zdjęcie, z których jestem bardzo dumna:

 

Jutro ciąg dalszy, u mnie już późno w nocy, w Europie ledwo popołudnie. Kot w butach włączył klimatyzację na 30 (!!) stopni, upaja się ZIMNYM powietrzem lecącym z klimatyzatora, zajada się soczystym mango, popija ohydną wodę mineralizowaną (to kolejny temat na wpis) i już planuje następną wyprawę.

Ciąg dalszy: czyli wyprawa do Coloane Village oraz ofiarowanie wody dla kota w butach w świątyni Tam Kung wkrótce.

Pozdrawiam serdecznie

Kot w Macau



poniedziałek, 30 lipca 2012, kot_w_butach84

Polecane wpisy

Komentarze
2012/07/31 08:21:27
kocie; ja na pewno także z mapą bym pędziła na piechotę tą asfaltową drogą bez względu na temp., wilgotność i język. przecież taka okazja może się nie powtórzyć w Twoim życiu.
jaki jest następny cel w Macao? oczywiście poza Chinami?
-
2012/07/31 10:20:13
Uno :-)) Wierze! Chocbysmy sie mialy rozplynac to bysmy gnaly. wiem ze gdyby nie praca tutaj to bym sobie nie mogla pozwolic na taki drogi kraj. Ceny za nocleg sa ogromne, jedzenie tak naprawde wychodzi drozej niz u nas, no i trzeba tutaj doleciec.
Cele sa nastepujace: Zhuhai, to tez Chinym specjalna strefa ekonomiczna.
Hong Kong jak sie uda to jeszcze raz, tam jest wiele pieknych wysp, ze swiatyniami, zielenia, parkami narodowymi.
No i to Guilin.
A tak to chce lepiej poznac Macau, na Taipie tez mi jeszcze zostalo sporo, chce do tych wiekszych kasyn wejsc, oczywiscie popatrzec :-))
Jesli to wszystko wypali to bede bardzo zadowolona.
A jak Twoje plany podroznicze? Wrzucisz cos o poprzednich wakacjach jeszcze???
Pozdrawiam cieplo, wracam do pracy
-
2012/07/31 19:50:21
pewnie coś tam jeszcze wrzucę, tylko czasu brak. łatwiej u innych o ciekawych rzeczach czytać i komentować niż napisać coś sensownego u siebie.
oj, to ciekawe rzeczy chcesz zobaczyć. zazdraszczam:)
ja we wrześniu jadę do York i na Isle of Mull w pazdzierniku. może Isle of Arran we wrześniu. a nie wiem jeszcze kiedy będę miała 10 dni wolnych. wtedy chyba chcę do Stambułu na kilka. tyle, że to ostatnie to pobożne plany. bardzo niepewne, bo nie wiem, jak z wolnym. zobaczę:)
-
2012/08/01 11:05:57
Uno :-) To u Ciebie plany bardzo tez egzotyczne. Ale to dobrze, trzeba podrozowac, poznawac swiat, oczywiscie jesli ktos lubi.
Przyznam ze do Stambulu bym sie odrobine bala jechac, jakos bardziej ciagnie mnie w miejsca gdzie jest chlodniej. Tutaj przy tych upalach mecze sie strasznie. A Ty jak sobie radzisz z wysokimi temperaturami?
Pozdrawiam cieplo!
-
2012/08/01 20:06:28
chodzę w cieniu i wchodzę do miejsc z klimatyzacją:) tak robiłam na Litwie.
w Stambule zimą pada śnieg. ciepło jest tylko latem. to przeogromny kraj. to tylko plan, a co mi z tego wyjdzie, to jeszcze nie wiem:)
-
judytta
2012/08/08 08:09:27
Sporo zwiedziłaś i jakby nie było jesteś w kraju do którego na pewno nie trafi każda osoba.
Fajne zdjęcia :)
Jednak klimatu nie zazdroszczę wiadomo że taka wilgotność powietrza jest mocno uciążliwa.
My już po wakacjach sporo zobaczyliśmy, morze zaliczyliśmy było co zwiedzać.
-
2012/08/08 08:57:14
Uno :-) to wazne zeby chronic sie przed piekacym sloncem.
Tutaj u mnie snieg nie pada nigdy, dla nich mrozna zima to taka gdy jest 12 stopni. A od czego zalezy powodzenie wyprawy do Stambulu? Planujesz jechac sama?
Pozdrawiam cieplutko!
-
Gość: kot_w_butach84, 161.64.66.*
2012/08/08 10:02:06
Judytto :-)) Czekam w takim razie na Twoje zdjecia, bo z tego co na blogu pzreczytalam u Ciebie zwiedziliscie duzo! Rzeczywiscie udalo mi sie ze sie ttaj dostalam, gdyby nie praca to ceny za zycie tutaj, nocleg bylyby cenami zaporowymi.
Pozdrawiam cieplo!
-
judytta
2012/08/08 12:31:32
Wysłałam @ i w nim kilka zdjęć jeszcze doślę osobno.

-
2012/08/09 21:19:21
jadę sama, a to czy pojadę zależy od tego, kiedy dowiem się o terminie urlopu i ile będzie kosztował bilet lotniczy:)
-
2012/08/14 10:18:16
Judytto :-) Mail bezpiecznie dotarl, niedlugo odpisze bo dzis wlasnie wrocilam z chin do macau.
Pozdrawiam cieplo!
-
2012/08/14 10:19:36
Uno :-) w takim razie trzymam mocno kciuki! Mysle ze jak sie bardzo poszuka i jest sie elestycznym z terminami (co nie zawsze sie udaje) to sie da cos znalezc.
dobrego dnia dla Ciebie!
-
1kornosz-szymon
2013/12/20 14:59:07
Piekna fotorelacja,idealnie pokazuje na piękno Chińskiej kultury:)
-
Gość: lowara, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/01/29 12:24:22
Chiny to przepiękny kraj! Niedoceniony przez ludzi.