Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Blog > Komentarze do wpisu
Wyprawa do chińskiej stołówki

Wyszłam głodna z mieszkania, echo odchodzącego tajfunu Kai Tak wciąż było odczuwalne pod postacią przyjemnych podmuchów CHŁODNEGO wiatru, zachmurzonego nieba. Niezrażona wcześniejszymi złymi doświadczeniami udałam się do stołówki pracowniczej w głowie układając prawdopodobne menu. Pan przyzwyczajony do osób nie-mówiących po chińsku grzecznie wyszedł z swojego kantorka – czekał na moje zamówienie, które powinnam wskazać palcem. Chwila zastanowienia i w przypływie odwagi zdecydowałam się na coś brzmiącego jak zapiekany ryż z kurczakiem. Z otrzymanym kwitkiem potwierdzającym uiszczenie opłaty udałam się do miejsca gdzie kilka osób szykowało obiad wkładając rzeczy do mikrofali. Zapiekany ryż z kurczakiem chwilę podgrzewał się w maszynie aby z plasknięciem wylądować na mojej tacce. Wciąż pełna dobrych chęci, choć odrobinę mniej odważna udałam się w poszukiwanie wolnego stolika i pierwszy raz uważniej przyjrzałam się zamówionemu obiadkowi: metalowa miska z ryżem na który ktoś zbyt obficie, zapewne z dobroci serca, wylał sosopodobną maź koloru żółtego z utopionymi w niej kawałkami całego kurczaka (łącznie ze skorą, kośćmi i cholera wie czym jeszcze) kilkoma zielonymi groszkami i pokrojoną w kratkę marchewka. Zaczęłam z uporem górnika przekopywać się przez zawiesiste pyszności aby dostać się do ryżu. Mój sposób jedzenia nie był apatyczny wiec rozglądnęłam się dookoła w poszukiwaniu zniesmaczonych marnotrawstwem jedzenia spojrzeń. Dwa stoliki dalej siedziała samotna Chinka, która karkołomna czynność wykonywała z równie pracowitym zacięciem. Niepodglądana przez nikogo – oprócz mojej osoby oczywiście – przeczesywała własny talerz w poszukiwaniu JEDZENIA od czasu do czasu tylko biorąc do ust coś zgrabnie za pomocą pałeczek. Jako że te kilka ziarenek ryżu nie oblepionych wyśmienitym sosikiem, które udało mi się wyłowić z własnej “miski ryżu” nie zaspokoiły mojego głodu po raz drugi udałam się do pana z kantorka i poprosiłam o Hot coffee. Większość napojów w Macau dostępne jest w dwóch wersjach (czasem trzech, ale zwykle i tak jest to coś pomiędzy, zimnym, letnim i odrobinę ciepłym) cold i hot. Nieraz wersja hot różni sie tym od cold że nie posiada wrzuconego do niej lodu.

Na migi poprosiłam o kawę hot i stanęłam w kolejnej kolejce. Pani chlupnęła do mojego kubka mało białe - zapewne mleko (domyśliłam się inteligentnie) a następnie dopełniła brunatna cieczą będącą (miałam nadzieję) kawą. Szybciutko wróciłam do stolika, gdzie zostawiłam moje jedzonko. Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie zainteresowałby się moim talerzem, jednak bałam się ze sprzątająca malutka (130cm) pani pomyśli ze skończyłam. Kawa o kolorze niepokojąco podobnym do wody, którą niziutka pani używała do mycia podłogi, patrzyła na mnie. Pierwszy (ani następne też nie) łyk stawiającego-na-nogi napoju nie przekonał mnie ze pije coś, co choć w minimalnym stopniu przypomina kawę. Wciąż głodna znalazłam kolejne kilka ziarenek ryżu, tym razem bardziej oblepionych dziwnie słodkawym sosem, popiłam woda ze ścierki i wróciłam do obserwowania innych współcierpiących. Grupa czterech mężczyzn zajętych rozmową bez zastanawiania zmiatała wszystko z talerzy. Uważny obserwator mógł zwrócić uwagę że od czasu do czasu któryś z nich krzywił się nieznacznie, dyskretnie wypluwał nie chcę wiedzieć co i wracał do rozmowy. Samotna, szczupła Chinka widać najadła się za wsze czasy bo wolnym krokiem (zapewne z głodu, bo nie z przejedzenia) udała się do wyjścia. Kolejne przekopywanie talerza w poszukiwaniu jedzenia było bezcelowe, zmusiłam się do wypicia jeszcze dwóch łyków brunatnej wody i także zaczęłam zbierać się do wyjścia gratulując sobie w duchu że i tak zjadam całkiem dużo. Udałam się do pracy gdzie współpracownik poczęstował mnie sprasowanymi glonami z wasabi (pierońsko ostre ale smaczne) i dziwnymi chrupkami z carry (pycha). Nawet suszona meduza, którą dostałam od niego ostatnim razem wydawała mi się w obliczu dzisiejszego lunchu jakby smaczniejsza. Pojedzona odpaliłam program i zabrałam się do pracy.



piątek, 17 sierpnia 2012, kot_w_butach84

Polecane wpisy

  • Moje śliczne - Karin Slaughter

    Książka „Moje śliczne” Karin Slaughter przerwałam długą książkową suszę. Nawet nie będę się przyznawać jak długo nie czytałam nic oprócz gazet do-ob

  • Macau - świątynia Tin Hau (Tin Hau Temple)

    Kot obudził się skoro świt, zerknął na zegarek, 11, czas wstawać, wystawił łapkę za okno, poczuł swąd spalonego futerka, uf, dość ciepło, raczej zrezygnuję z do

  • Tajfun Vincent w Macao

    Ostatnie dwa dni, a właściwie głównie poprzednia noc, uświadomiły mi jeszcze dobitniej, że zmieniłam strefę klimatyczną, kontynent a co za tym idzie także powin

Komentarze
2012/08/17 13:23:22
Poszedł sobie Kot- Europejczyk do chińskiej stołówki i myślał biedny, że jeżeli coś wygląda jak kurczak ryżem to będzie to znajoma potrawa. A tu podali kurczaka z ryżem plus wnętrzności. Straszne! A skończyło się na tym, że zajadał chińskie przysmaki ;-)

A słyszałam w ogóle, że najlepszą przegryzką dla Chińczyków są kurze łapki. Chyba bym padła z wrażenie, gdybym zobaczyła to na swoje oczka.
-
gusiook
2012/08/17 22:52:37
No to masz kulinarne przygody :))
Co to właściwie było?

Dziękuję za maila:)). Jak tylko odpocznę, odpiszę:*
-
claudete
2012/08/19 13:39:39
Nie wiem, czy się kiedykolwiek natknęłaś na ten lokal, ale w Krakowie jest bardzo dobry Chińczyk na Miodowej. A jest bardzo dobry, bo nie przypomina ani trochę prawdziwego jedzenia chińskiego :)

Jednym tchem przeczytałam wszystkie Twoje wpisy stworzone już w Chinach i bardzo mnie zaintrygowałaś. W dodatku, pomimo upału (i tej pieruńskiej azjatyckiej wilgotności, którą troszkę poznałam, ale w innym kraju), pomimo tego nieszczególnego jedzenia i poruszania się na ślepo po tym kraju (dobrze, że Chińczycy są chociaż serdeczni) to straszliwie chcę tam pojechać :)
-
2012/08/20 04:06:33
Veritko :-)) Z tymi kurzymi lapkami to 100% prawdy! W supermarkatach mozna kupic takie jakby suszone, marynowane nie wiem, normalnie na polkach leza obok chipsow. Mnie sie juz marzy rosolek, pierogi, polski chleb (ten tutaj to masakra!).
A jak jedzenie na Twoich wakacjach? Smaczne?
Sciskam! Mail bedzie :-)
-
2012/08/20 04:08:18
Gusiooku :-) Nie wiem co to bylo i nie bardzo chce wiedziec! haha. Jakis kryzys jedzeniowy mam ostatnio, na szczescie juz za jakies 12 dni zjem normalny (dla mnie, bo niekoniecznie dla nich tutaj, im z kolei polskie jedzenie moze nie smakowac) posilek.
Sciskam mocno!
-
2012/08/20 04:13:38
Claudete :-)) Nie bylam w nim, na razie chyba nie pojde, albo moze wlasnie na przekor pojde. Kiedys chodzilam do Chinczyka tego kolo Lea (jakos te okolice), bylo smacznie. Generalnie w Krakowie raczej wole w domu jesc, albo do rodzicow zawedruje albo sama cos ugotuje. Przyznam Ci sie ze te programy kulinarne takie jak Magda Geslerr, czy inne troche mnie skrzywdzily, tzn pokazaly jak roznie bywa w restauracjach.
Wpisow niestety nie ma bardzo wiele, musze to nadrobic koniecznie, bo pewne mysli takie na bierzaco moga uleciec. A szkoda by bylo!
A w jakim kraju bylas? Chinczycy bardzo przyjemni, nic zlego (odpukac!) mnie nie spotkalo, wiele osob pomaga. Gorzej sprawa ma sie w Chinach Kontynentalnych, tzn oni tez mili, ale tam juz trzeba minimalnie choc znac chinski, tam po prostu nie ma angielskiego. to taka rada :-)
No i ceny w Macau i Hong Kongu - drogo. A nocleg to juz zamach na rodzinny majatek!
Pozdrawiam cieplo!
-
Gość: Jan, *.adsl.inetia.pl
2013/06/28 15:32:27
nie przepadam za chińskim jedzeniem, jakoś nie przemawia do mnie za bardzo
-
Gość: traktorki na pedały, *.internetia.net.pl
2013/07/23 09:31:25
Chińskie jedzenie potrafi być bardzo dobre, pod warunkiem, że mięso jakiego używają Chińczycy to nie szczur albo kot. A na zrzucenie zbędnych kilogramów polecam traktorki na pedały. Idealnie się sprawdzają :)
-
Gość: k-tech Poznań, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/08/25 16:12:48
Nigdy nie jadłam chińskiego jedzenia, jakoś nigdy mnie do tego nie ciągnęło, ale kiedyś muszę spróbować.
-
moto-mar
2013/09/09 14:23:21
Mnie jakoś pasują przysmaki kuchni Wschodu, jak się da to robię sama
-
2013/11/29 10:50:10
Niesmaczna kawa? Zapraszamy na aromatyczna kawę i ciekawą rozmowę dotyczącą prowadzenia własnej firmy. Zajrzyj na www.mbiuro.pl, wybierz dowolny oddział i przyjdź!
-
karmako
2014/02/25 20:11:18
A ja lubię chińskie jedzonko i sam polecam, pikantnie, smakowicie, z gustem. Polecam i zapraszam do dobrych chińskich restauracji
-
uziuzi23
2014/06/19 18:28:10
Prawda jest taka że, to co my uważamy za tzw. chińszczyznę nijak się ma do jedzenia w Chinach. Po każdej z tygodniowych podróży wracałem lżejszy o jakieś 4-5 kg. Później nauczyłem się, że istnieją w Chinach supermarkety Carref..., a tam alejki z europejskim jedzeniem. Ciekawostką było też brak soli w MCd.
-
agnieszkakalemba
2014/06/23 09:58:18
Chyba bałabym się tego jedzenia. Dotychczas chińskie jedzenie kojarzyło mi się znacznie lepiej, chociaż to chyba z tamtą knajpą też było coś nie tak, skoro nawet miejscowi wypluwali co nieco.
-
automator1
2014/06/27 14:38:42
Oj bałbym się takie coś jeść, nie wiadomo co w środku siedzi.