Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Blog > Komentarze do wpisu
Spacer szlakiem chińskich świątyń - Macau, Chiny

Otworzyłam szafę próbując wybrać ubranie najbardziej nadające się na to co czekało mnie poza moim przyjemnie chłodnym pokojem. Klimatyzowane pomieszczenie nie pomagało, opętańczy upał zdawał się mniej groźny gdy wyglądałam przez podwójne metalowe okno (jak się później okazało konieczne w kraju tajfunów). Zapobiegawczo wybrałam białą, prostą sukienkę licząc że łaskawe słońce będzie choć odrobinę omijać spoconą jak nieludzie stworzenie Europejkę. Celowo przeciągałam moment wyjścia na zewnątrz, niespieszenie wmuszając w siebie porcję płatków owsianych - ze względu na to że jadałam je każdego dnia na śniadanie, obiad i kolację - kolejne nabierane łyżki napawały mnie umiarkowanym entuzjazmem. Praca jaką wykonałam w nałożenie delikatnego makijażu i wsmarowanie na każdy centymetr zakrytej i odkrytej skóry tony mleczka do opalania oznaczonego numerem 50 i tak skazana była na porażkę, zwykle całość elegancko spływało jakieś 5 minut po wyjściu na palące słońce Macau. Podczas codziennych heroicznych spacerów Kot w butach przypominał rybę wyrzucona na brzeg – mokry i sapiący próbując wyłapać potrzebny do życia tlen.

Jak co weekend otworzyłam mapę, przewertowałam przewodnik. Mały kraj, a raczej  specjalny region administracyjny Chińskiej Republiki Ludowej pozwalał na spokojne zwiedzanie, dwa miesiąc to aż nadto aby zaglądnąć w każdy zakątek. Inżynierskim okiem podzieliłam mapę na kilka rejonów tym samym wyznaczając trasy kolejnych jednodniowych spacerów.

Zwiedzanie przy takiej pogodzie i wilgotności wymagało wiele samozaparcia. Normalnie przemieszczam się czymś pomiędzy szybkim marszem a biegiem, klimat Macau spowalniał ruchy co najmniej 1,5 raza. Z mojego wzgórza dosłownie spłynęłam na przystanek desperacko wachlując się mapą i osłaniając się parasolem przed słońcem. Dostojne Chinki ubrane w długie spodnie i eleganckie bluzeczki spoglądały ze współczuciem na spoconego jak mysz Kota w butach. Na szczęście wcześniej obczaiłam przystanek (Esparteiro/Lou Lim Ieok). Minęłam hotel Altira kryjąc się w  jego przyjemnym cieniu. Kilka minut oczekiwania i zaszyłam się w autobusie. Jechałam jedną z moich ulubionych tras: mostem Ponte Governador Nobre de Carvalho (długości 2,5 km) łączącym półwysep Makau z  wyspą Taipą. Szczególnie widowiskowo było po zachodzie słońca: z jednej strony rozpościerał się widok na migająco rozświetlone kasyna a z drugiej na wcale nie mniej imponującą wyspę Taipa. Spokojnie mijam jezioro Nam Van, to znak że wjechałam na półwysep Macau. Pół godziny i kilkanaście wąziutkich ulic później odważnie wysiadłam z zimnego autobusu w pobliżu świątyni Lin Fong (Lin Fong Temple).

Dla niewprawnego oka – jakie niechybnie posiada Kot w butach - większość świątyń w Macau praktycznie niczym się nie różni,  jednak dla porządku obfografowałam Lin Fong ze wszystkich stron.

Brak jakiejkolwiek wiedzy na temat panujących tam zwyczajów i religii próbowałam rekompensować fotografiami wszystkich anglojęzycznych tabliczek. Weszłam do środka i momentalnie poczułam jeszcze większy zaduch i upał. Pomieszczenia nagrzały się jak piekarnik.

 

Świadomość niepowtarzalności chwili dodała mi odwagi i siły, zapomniałam o ścieraniu płynącego nieprzerwanie potu i narzekaniu na temperaturę, z ciekawością zaglądałam do kolejnych sal starając się swoją obecnością nie przeszkadzać ludziom, nie zakłócić atmosfery w nich panującej. Tam czuć było historie. Przyglądałam się groźnie wyglądającym figurom, robiłam dużo zdjęć starając się zapamiętać to czego nie umieściłam na nich, stąpałam powoli na wytartych płytkach, poczułam podobny spokój, który panuje w starych katolickich kościołach, odpoczywałam.

Po kilku, może kilkunastu minutach wyszłam na zewnątrz, otoczył mnie hałas i gwar chińskiej ulicy. No tak, na tak małym obszarze miejsca kultu wtapiają się w ulicę. Nieraz sporo się naszukałam próbując odnaleźć drzwi do świątyń tak skutecznie przypominające budynki mieszkalne. Jeszcze raz przeczytałam tabliczkę na temat oglądanej chwile wcześniej buddyjskiej świątyni:

“Mówi się, że świątynia Lin Fong (Lin Fong Temple) została zbudowana w dynastii Ming. Jednakże, zgodnie z napisami na kamiennej tablicy, świątynia została zbudowana w 1723 roku. Obecny stan świątyni Lin Fong jest wynikiem kilku rekonstrukcji i rozbudowy.

Pierwotnie nazwana Pałacem Chi Hu (Chi Hu Palace) i później przyjmując nazwę Nowej świątyni Leung Ma (New Temple of Leung Ma), ostatecznie przyjęła nazwę Lin Fong (Lin Fong Temple).

Świątynia poświęcona jest Tin Hau (bogini Morza) i Kum Iam (bogini Miłosierdzia). Została zbudowana przez chińskich urzędników i lokalnego biznesmena, którzy wspólnie pokrywali koszty budowy. Była miejscem ceremonii pamięci, świątynia pełniła funkcje domu gościnnego dla chińskich urzędników, którzy przyszli do Makau służbowo.

Słynni chińscy urzędnicy:  Lin Zexu - cesarski wysłannik oraz Deng Tingzhen, wicekról Liangguang (Guangdong i Guangxi ), odwiedzili Makau w 1839 aby zorganizować spotkania z portugalskimi dostojnikami.

Główny pawilon zlokalizowany jest wzdłuż osi głównej w budynku, wraz z  symetrycznie rozłożonymi bocznymi pawilonami.

Pierwszy centralny pawilon nazywa się Bai Ting (Pawilon Kultu), drugi to Tin Hau Hall, ostatni Kun Iam Hall. Po lewej stronie znajduje się Renshou Hall (Sala życzliwość i długowieczności), a następnie Wenchang Hall (Sala literatury, piśmiennictwa) i Jin Hau Dou Mu Hall (Sala poświęcona płodności i ospie prawdziwej).

Po prawej stronie znajduje się pawilon Wu Di."

Naprzeciwko świątyni odkryłam niewielkie muzeum upamiętniające wizytę cesarskiego komisarza Lin Zexu w Makau 3 września 1839 (w okresie panowania cesarza Dao Guang). Celem wizyty było zagwarantowanie zakaz handlu opium na terytorium administrowanym przez władze portugalskie i portugalskiej.

Kolejne zdjęcia uświadamiały mi jak mało wiem o wojnie opiumowej i jak zagmatwane potrafią być losy narodów.

Chwilę snuję się kolejnymi uliczkami, chowając za parasolką, ciesząc się chwilą, trochę na chybił-trafił skręcając w gmatwaninę zakamarków. Mijam kolejną świątynię, której nazwy i tak w życiu nie zapamiętam, zaglądam i fotografuję.

Ponieważ piję litrami wodę, soki i napoje z elektrolitami dość często szukam ubikacji. Trafiam na jakąś uczelnię, nie pytana przez nikogo o powód mojej wizyty znajduję wypaśną (tak jak cała, podejrzewam prywatna uczelnia) toaletę.

Nawet  tam działa klimatyzacja. Mycie rąk przeciągam ile się da, ale w końcu odważnie wychodzę na zewnątrz. O ile to możliwe stwierdzam jest jeszcze cieplej.

Kolejnym celem jest wzgórze Mong Ha, park i forteca.

 

Jak wyczytałam ścieżki wokół niego mają przypominać kwiat lotosu, a wzgórze oryginalnie nazywało się Wzgórzem Lotosu, lub Wzgórzem Kwiatu Lotosu. Aktualna nazwa pochodzi od nazwy wioski, która wiele lat temu usytuowana była na południowym zboczu wzgórza, a mianowicie: Mong Ha.

Wzgórze Mong Ha pozostawało niedostępne przez wiele lat ale dziki charakter obszaru został zachowany. Twierdza Mong Ha w dziewiętnastym wieku było ważnym stanowiskiem obrony, z widokiem na granicy Chin. Fort wyposażony był w magazyn z amunicją, obserwatorium i platformy z zamontowanymi karabinami Armstrong. Jedna ze ścieżek na wzgórzu  prowadzi do Centrum Ekologicznego - centrum nauki, które stara się wzbudzić zainteresowanie przyrodą ze strony dzieci i dorosłych. Dzieci są zachęcane do poznawania świata roślin. Prowadzone są zajęcia na których dzieci sadzą nasiona i obserwują proces ich wzrostu.  

Jest zielono i pachnąco.

W Macau, w przeciwieństwie do wielu miast kontynentalnych Chin nie czuć smogu. Świetna lokalizacja, bryza morska, sprawie że nawet tak duże zagęszczenie ludzi i aut nie powodują że nie ma czym oddychać.

Kolejne sfotografowane roślinki trafiają do mojej kolekcji. Duże nasłonecznienie i wilgotność sprawiają że mogę obserwować kwiaty i rośliny zupełnie inne niż w Polsce. Co ciekawe, owady których się obawiałam, na szczęście nie są bardzo uciążliwe. Wyjątkiem są komary, jakaś wyjątkowo paskudna odmiana, każde ugryzienie na moim ciele to duży siniak, wyglądam jakbym trenowała jakiś sport walki i miała słaby refleks.

Tym razem bez problemu trafiam do kolejnej świątyni .

Świątynia Kun Iam

„Kun Iam Temple jest najbardziej imponująca i najwspanialsza z trzech najbardziej znanych świątyń w Makau (dwie pozostałe to: A-Ma Temple – o niej napiszę następnym razem oraz dziś opisywana Lin Fung). Jej historia sięga już 1632, czasów dynastii Ming (1368 - 1644), posiada wiele podobieństw do starożytnych chińskich świątyń, ponadto jest również znana jako miejsce pierwszego chińsko-amerykańskiego traktatu, który został podpisany w 1844 r.”

Niedaleko znajduje się muzeum komunikacji, jednak celowo go omijam i kieruję się w stronę wzgórza i parku Guia. To całkiem spory (jak na rozmiary Macau) kompleks zieleni ze śliczną portugalską latarnią.

Zupełnie przez przypadek zaczynem zwiedzanie wzgórza w bardzo dogodnym miejscu – trafiam na kolejkę linową, którą z przyjemnością wjeżdżam na górę . To szybki i tani sposób.

Jedną z głównych ścieżek okrążam wzgórze mijając sprzęty do ćwiczeń.

 

 

Co ciekawe znajdują się one w bardzo wielu miejscach, korzysta z nich naprawdę sporo ludzi. Ostatnio podobne zaczynają pojawiać się w Krakowie. Taka siłownia pod gołym niebem to świetna sprawa. Ja ćwiczenie na nich darowałam sobie, jednak gdybym trafiła do Macau w innej porze roku podejrzewam że byłby to dla mnie ciekawy sposób na codzienną aktywność.

Docieram do południowej części wzgórza gdzie usytuowana jest piękna biała portugalska latarnia, jeden z głównym symboli Macau, kolejny fort, oraz kaplica zbudowana w 1622 roku. To zdecydowanie ”Must see” Macau, dla europejczyka zdecydowanie mniej ekscytujące, niż dla azjaty. Miejsce oblężone przez turystów. Cóż, ja wolałam zwiedzać miejsca dużo mniej uczęszczane.

 

Powoli kończę mój spacer, jak zwykle wstępując do kasyna, ale to temat na kolejny wpis.

 

sobota, 29 listopada 2014, kot_w_butach84

Polecane wpisy

  • Wyprawa do chińskiej stołówki

    Wyszłam głodna z mieszkania, echo odchodzącego tajfunu Kai Tak wciąż było odczuwalne pod postacią przyjemnych podmuchów CHŁODNEGO wiatru, zachmurzonego nieba. N

  • Jak się bawią chińczycy?

    Jak się bawią chińczycy? Chińczycy śpiewają. Zapamiętale, z przyjemnością, ukontentowaniem. Podczas gdy europejczycy tańczą, skaczą od klubu do klubu, nasi wsch

  • Macau - świątynia Tin Hau (Tin Hau Temple)

    Kot obudził się skoro świt, zerknął na zegarek, 11, czas wstawać, wystawił łapkę za okno, poczuł swąd spalonego futerka, uf, dość ciepło, raczej zrezygnuję z do

Komentarze
Gość: izerka, *.dynamic.chello.pl
2015/03/20 10:53:28
Chiny Chinami a tu się nowy rok dawno zaczął a u Ciebie żadnych nowości... A przecież dobrze wiem, że nie siedzisz ciągle w domu :-) Pozdrawiam z nowego bloga ;-)
-
2015/03/22 20:49:27
Izerko :-))
U mnie rzeczywiście mało wpisów, dopadła nas rzeczywistość po powrocie z Włoch i tak coś nie możemy się z niej wykręcić. Ten rok ostro wystartował z kopyta (i dobrze) i staramy się ugrać ile się da ;-)
A u Ciebie jaka następna podróż?
Ściskam
-
5000lib
2015/07/21 13:59:12
Kasyno??? Czekam zatem na ów wpis... Ciekawe co można w nim robić (oprócz rozstawania się z gotówką)... No, może zdjęcia... Pozdrawiam Kocie.
-
Gość: Michal, *.static.espol.com.pl
2017/06/23 12:09:35
Sporo zdjęć. Bardzo ładne wodoki - zupełnie inne niż to do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie. Teżchciałbym pojechać do Azji ale niestety musimy na to jeszcze troche poczekać.