|
Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś.
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
poniedziałek, 15 marca 2010
"Śmierć z obcej ręki" Nora Roberts jako J.D. Robb
W dwudziestym siódmym tomie Eve staje przed zadaniem rozwiązania zagadki tajemniczej śmierci znanego biznesmena Thomasa Andersa, człowieka zdawałoby się posiadającego nienaganną opinię. Thomas zostaje uduszony czarnym aksamitnym sznurem we własnym łóżku, a ślady wskazują na to, że nie stawiał oporu. Eve bierze na celownik rodzinę i najbliższych znajomych ofiary, podejrzewając ich o dokonane zabójstwa. Po raz kolejny spotykamy się z sympatyczną Peabody, McNabem, doktor Mirą, Summersetem i innymi zaprzyjaźnionymi bohaterami. Seria In Death nie jest rozrywką z wysokiej półki, ale niewątpliwie pozwala spędzić przyjemnie czas, a Śmierć z obcej ręki jest jednym z bardziej udanych jej tomów. Moja ocena to 5.0
niedziela, 14 marca 2010
Książkowy quiz
Taita zaprosiła mnie do miłej zabawy czytelniczej, z chęcią odpowiem na poniższe pytania:-) Swoich nie wymyślę, ale nie czujcie się bezpieczni! Nie omieszkam zaprzyjaźnione blogerki spytać o to w mailach! Bo co jak co, ale ja o książkach to mogę mówić o każdej porze:-)
1. Gdzie i jak najchętniej czytasz Choć zdaję sobie sprawę, że nie jest to najszczęśliwsza pozycja to najczęściej czytam leżąc na łóżku na boku, zmieniając strony gdy ścierpnie mi ręka. Gdy chcę odciążyć kręgosłup czytam leżąc na plecach i trzymając książkę w rękach. Nie przepadam za czytaniu przy biurku, ponieważ taka pozycja kojarzy mi się z czytaniem książek naukowych, którym muszę poświęcić dużo uwagi i których lektura nieraz nie była przyjemnością ale obowiązkiem. Ponieważ zmuszona jestem pokonywać autobusem nieraz ponad pół godziny staram się zawsze mieć w torebce aktualnie czytaną książkę. A czytać mogę o różnych porach w zależności od czasu. Unikam czytaniem nocą, nieraz ciężko oderwać się od ciekawej lektury, ale zdrowy sen to ważna sprawa.
2. Jaki jest Twój ulubiony typ książek W zasadzie książki, które lubię czytać można określić kilkoma zbiorczymi przymiotnikami: ze szczęśliwym zakończeniem (nie lubię gdy główny bohater umiera na końcu a ja chodzę smutna przez kilka dni zastanawiając się dlaczego tak źle się to skończyło), lekko napisane (lekko, to nie znaczy, że płytko, ale właśnie z polotem), z ciekawie zaznaczonymi postaciami. Dodatkowym autem dobrej książki jest możliwość dowiedzenia się czegoś interesującego na temat innego kraju, tradycji, historii itp. Obecnie moim ulubionym typem książek są kryminały i te skandynawskie i z innych krajów, thrillery medyczne, powieści, sagi, K. próbuje przekonać mnie do fantastyki.
3. Czy jest książka, na którą długo czekałaś, a która ostatecznie okazała się totalnym niewypałem? Nie przypominam sobie takiej książki. Może „Nie tylko pomarańcze”, ale myślę, że po prostu nie byłam gotowa na ten typ literatury. Czasami zdarza mi się bardzo zasugerować opisem z tyłu książki, spodoba mi się pomysł na nią, ale wykonanie niestety nie.
4. Jakiej książki nie udało Ci się przeczytać do końca i dlaczego?
No właśnie wymienionych wcześniej „Nie tylko pomarańczy”. Wcześniej „Dom tysiąca latarni” Victorii Holt, okropna główna bohaterka, naprawdę podłe romansidło. Generalnie książka musi porządnie zasłużyć na to abym oddała ją do biblioteki bez wcześniejszego dokończenia. Najbardziej denerwuje jak takiego gniota ma się w swoim księgozbiorze;-)
Śliczności:
Zdjęcie pochodzi ze strony www.wikipedia.org
piątek, 05 marca 2010
"W chmurach" reż. Jason Reitman
Za kilkadziesiąt godzin zacznie się gala rozdania prestiżowych nagród – Oskarów. Moja przygoda z tą nagrodą zaczęła się właściwie rok temu. Wcześniej fakt nominacji niewiele dla mnie znaczył. W 2009 roku miałam możliwość oglądnąć większość nominowanych filmów, które w mojej opinii odznaczały się bardzo na plus w porównaniu z innymi. Nominacje do Oskarów zyskały mój szacunek, więc bez wahania zdecydowałam się na oglądnięcie „W chmurach” i przestrzegam: to absolutna strata pieniędzy i czasu. Oczywiście szanuję zdanie innych, rozumiem, że komuś może się ten film podobać, ale wg mnie jest to gniot. Ryan Bingham (George Clooney) pracuje w zawodzie, który dla większości ludzi byłby ciężkim do zniesienia, stresującym i dołującym – zajmuje się, opisując w skrócie, zwalnianiem pracowników, komunikowaniem im, że następuje redukcje etatów. Ryan jest z tej pracy bardzo zadowolony, ponieważ umożliwia mu ona podróżowanie i przybliża go do spełnienia marzenia – dostania się do elitarnej grupy ludzi, którzy przelecieli samolotem więcej niż milion mil lotniczych. Prawdopodobnie w sposobie na życie Ryana można by było doszukać się lęku przed stabilizacją, zapuszczeniem korzeni, a on sam w pewnym momencie mówi o dniach wolnych jak katordze którą niestety zmuszony jest znosić. Nawet jego związek wygląda dość nietypowo: Ryan poznaje Alex (Vera Farmiga), której życie wygląda jak lustrzane odbicie jego życia. Porównują doświadczenia z hoteli i restauracji, sex traktują instrumentalnie. Poukładane zdawałoby się życie Ryana burzy plan restrukturyzacji firmy, który polega na ograniczeniu wydatków na służbowe podróże takich pracowników jak Ryan zaproponowany przez Natalię (Anna Kendrick), młody firmowy narybek. I tu film, który dało się jeszcze jakoś oglądać zaczyna leżeć, pełzać, czy jak by to nazwać – staje się dnem totalnym. Ryan postanawia przekonać Natalie, że jej pomysł, aby zwalniać pracowników przez Internet jest zły. Zabiera ją w podróż, która ma na celu zaprezentowanie jej jak niezbędna jest rola Ryana w firmie. Widz staje się świadkiem zaskakującej przemiany Natalie z babki z jakami na rozpłakanego, rozhisteryzowanego dzieciaka. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Natalie nie potrafi sobie poradzić z takimi prostymi czynnościami jak ciągnięcie walizki po płycie lotniska… Ciężko mi napisać coś dobrego na temat tego filmu. Clooney nie zachwyca, Anna Kendrick drażni, film nuży, a nominacje do Oskara śmieszą.
---------------------- Zdjęcie pochodzi z Filmweb
wtorek, 02 marca 2010
"Wyspa" Victoria Hislop
Wyspa przyszła do mnie pocztą od Judytty. Cierpliwie czekała na swoją kolej na półce zawalonej książkami. Victoria Hislop stworzyła powieść – sagę, jeden z bardziej przeze mnie lubianych rodzajów powieści. Życie w greckiej Place niewiele zmieniło się od czasów gdy urodziła się tam matka Alexis – Sofia. Dwa dwudziestokilkuletniej córki greckie pochodzenie jej matki stanowi od lat źródło ciekawości nieprzerwanie okrywanej milczeniem. Dopiero wyprawa Alexis do Grecji skłania Sofię do uchylenia rąbka tajemnicy. Córka zaopatrzona w list do Fotini greckiej przyjaciółki rodziny, udaje się w podróż do Plaki. Fotina odkrywa przed Alexis mroczną tajemnicę rodziny. Mamy możliwość przenieść się do Grecji z początków XX wieku, zaczynamy rozumieć powody milczenia matki oraz rolę jaką odegrała w niej spowita tajemnicą wyspa Spinalonga, gdzie zsyłano chorych na trąd ludzi. Moja ocena w biblionetce to 6.0 A oto tytułowa Wyspa - Spinalonga: http://en.wikipedia.org/wiki/Spinalonga
czwartek, 25 lutego 2010
Cefałka
Sprawa dokumentów, które należy przesłać do Firmy gdy ubiega się o staż nie jest prosta. Dodatkowo, komplikuje się gdy są to dokumenty w języku angielskim, którego, przynajmniej dla mnie, wciąż mogę nazwać językiem bardziej obcym niż moim. Mój pierwszy staż odbyłam dzięki studenckiej organizacji, w której wszyscy byliśmy prowadzeni za rękę. Teraz widzę to wyraźnie. Organizowano specjalne szkolenia, co do tego jak pisać CV, Cover Lettery i jak gromadzić te wszystkie papierzyska, których wymagał nasz pracodawca i których była ogromna ilość. Myślę, że jeśli ktoś wybiera się na swój pierwszy staż, to studencka organizacja, jest najlepszą drogą jaką może obrać. Ale studia się kończą, a wraz z nimi zabierane są nam ochronne skrzydła uczelni. Teraz nikt nie mówi nam o programach stażowych, możliwościach pracy, nie pomaga odpowiedzieć na pytanie co dalej robić? Minęło pół roku odkąd skończyłam studia i mniej więcej orientuję się jak potoczyły się losy osób z mojego roku. Ja byłam na stażu, ale są też tacy, którzy szukali przez ten czas pracy, początkowo w wyuczonym zawodzie, a później gdziekolwiek, żeby na końcu zgodzić się na prace byle gdzie, bo ile można siedzieć w domu? Nieliczni mogą powiedzieć, że dyplom nie powędrował do szuflady, ale że robią to o czym uczyli się, jakby nie było, ciężkie pięć lat. Podobne pytania zadaję sobie i ja. Gdzie jest moja droga? A ostatnio znów gromadzę dokumenty stażowe. Choć rozum podpowiada, za wysokie progi na twe skromne nogi, to piszę List motywacyjny w którym staram się przekonać, że warto dać mi szansę, że dam z siebie wszystko. Po raz kolejny układam CV, tak aby wyglądało jak najlepiej, uczę się angielskiego technicznego, a w planach nauka języka ukraińskiego, który od wakacji chodzi mi po głowie i wszystko na to wskazuje, że nie jest tylko chwilowym zauroczeniem. Wiem, że to tylko jedna z możliwości, ale nie darowałabym sobie gdybym nie spróbowała.
wtorek, 23 lutego 2010
Kwiatki
Pisownia oryginalna. jak zapamiętać twarze - też chciałabym wiedzieć ;-) kot udaje stosunek - tego z kolei wolałabym uniknąć… "dzień dobry pani doktor" - to nie tu, na razie nawet nie magister Informujące: "mieszkam nad sklepem" 2 lata z dziewczyna ktora mnie nie pociaga - nieciekawie… aborygenki nago – to znów nie u mnie aktorzy podobni do bruce'a willis'a - dla mnie prawie wszyscy o_O andrzejki na bosaka - ciekawy pomysł, ale lepiej w domu, bo na polu zimno;-) jestem zapachowcem kot nie wychodzi na spacer by poznawać mysliciel ekonomiczny słabo na widok krwi - mnie też Praktyczne: co da ci sasiad kot jest lepszy od żony bo rozbieranie auta na ukrainskiej granicy - nie takie rzeczy się widzialo ;-) zdjęcia zwierząt w bucie - ktoś chyba dawno nie mył stóp… gdy sasiad robi remont po 22 - współczuję! Ciekawskie: co zrobic zeby zdj wychodzily slicznie? ile wzrostu ma cejrowski? jakie pozycje erotyczne można stosować w autobusie „czy,mozna,zobaczyc,na,jakie,strony,w,internecie,wchodzi,sąsiad,i,czy,jest,to,trudne” noc poślubna zdjęcia prywatne podglądana teściowa film w czym chodzi kot w butach co jest tańsze w kijowie niź w warszawie – myślę że niewiele Niecierpliwie: kot w butach!!!!!!!!!!!!!!!! Skarga: nie mozna przeciez kupować kota w butach – i słusznie! Zaskakujące: nikt umierając nie mówił że żałował że tak mało pracował Oraz często powtarzające się na moim blogu (zaczynam czuć się jak ekspert): czy trzeba wyciagac sruby z nogi? Nie wiem, naprawdę!
niedziela, 14 lutego 2010
Niektórzy nie odwracają oczu w przeciwnym kierunku gdy dzieje się coś złego...
Zobaczyliśmy ją gdy schodziliśmy po schodach. Stała na półpiętrze. Biedna, przestraszona psinka. Choć twarzy większości sąsiadów nie kojarzę i nie oszukuję się, że się to kiedykolwiek zmieni, to psy rozpoznaję bezbłędnie. Tego nie znam, to nie z mojego bloku. Nie miała obróżki, stała z podwiniętym pod siebie ogonkiem. Malutka i chyba dość stara. Pognałam z powrotem do domu spytać czy może u mnie ktoś jej nie zna. Nie znają. Kurcze, co robić? Poszliśmy do kościoła dyskutując, rozważając możliwe scenariusze. Śniegu po pachy, zimno. Teraz jest na klatce schodowej, ale jeśli ktoś wpadnie na pomysł żeby ją wyrzucić? Martwił mnie ten brak obróżki, bałam się, że ktoś ją wyrzucił. Po mszy dosłownie biegłam do domu martwiąc się co z psiakiem. Stał. A obok niego mój sąsiad z parteru i jakiś młody chłopak z góry. Jedzenie dla pieska. Kurcze, to są jeszcze dobrzy ludzie? Zaczęliśmy debatować. Sprawa była jasna, na klatce zostać nie może. Przenocuje u mnie, jutro zdecydujemy co dalej - postanowiłam. Psinka była innego zdania. Stała przerażona w kącie i na moje obietnice pełnej miski reagowała dziwnym odrętwieniem. Co robić?? Wyszłam przed blok modląc się w duchu pomoc. Zaczęłam podchodzić do ludzi, pytać psiarzy o to czy ktoś nie szuka psa. Bo u mnie jest. I zdarzył się cud, szczęśliwe zakończenie. Gdy pytałam o psa podeszli do mnie młodzi ludzie, para, mówiąc, że oni właśnie od półtorej godziny szukają pieska!!!! Małego, suczki. Zagadka dziwnej obojętności psiaka na moją propozycję pełnej kiełbasy michy się wyjaśniła - znajda jest już bardzo stara i głucha. Dlatego, nie słyszała wołania właścicieli. A ktoś, w dobrej wierze przecież wpuścił psiaka do klatki. Właściciele mogliby szukać do rana, klatki schodowe pozamykane na domofon. Psiak szczęśliwie wrócił do domu, zapewne na poduchę, ja szczęśliwa i spłakana (to ze szczęścia!) wróciłam do siebie. Szczęśliwa, bo znajda została uratowana. Szczęśliwa, bo są jeszcze dobrzy ludzie, sąsiedzi, którzy nie odwracają oczu w przeciwną stronę, pies szybko dostał miskę jedzenia i nie stałaby mu się krzywda gdyby zakończenie dzisiejszego dnia nie było takie spektakularne. :-)
czwartek, 11 lutego 2010
Posadź dąbka
Przeglądając blogi natknęłam się u Bazyla na ciekawą akcję, do której postanowiłam dołączyć: Sadzimy wirtualne drzewko, a gdy ono dorośnie możemy wydrukować certyfikat i dzięki temu w którymś Parku Narodowym w Polsce zostanie posadzone nasze drzewko. Ja wybrałam dębika, bo z tego co się ofientuję długo żyje i jest piękny: http://kotwbutach.posadzdrzewo.pl Sami zobaczcie;-)
środa, 10 lutego 2010
Czytać czy nie czytać, czyli o bestsellerach właśnie
Z zaciekawieniem obserwuję od pewnego czasu pewną zależność, podział, który dzieli blogowych fanów książek na tych co czytają książki modne i popularne i tych co ich nie czytają, ba! omijają szerokim łukiem. Skala deklarowanych uczuć w stosunku do tzn. bestsellerów wahała się od kategorycznego „ja TEGO czytać nie będę” poprzez „ jak wpadnie w moje ręce to może przeczytam” aż po „przeczytam koniecznie”. Zastanawiam się czy te negatywne reakcje są związane z rodzajem literatury, która obecnie jest na topie, czy może z pewnej obawy przez rozczarowaniem? Nieraz bywa tak, wiem, bo sama nieraz się na tym przejechałam, że o danej książce czytało się tyle dobrego, że gdy już dorwało się ją w swoje ręce miało się tak wielkie wobec niej wymagania, że nieraz z takiej potyczki wychodziło się pokonanym. Zdarzyło mi się czytać książkę, bestseller, wyniesiony pod niebo na blogach i innych czytelniczych forach, że byłam tak nastawiona na tak wielkie COŚ, że nie potrafiłam się delektować jego czytaniem. Wraz z przewracanymi kartkami narastało w mojej głowie pytanie, gdzie TO jest? Czy to już TEN bestseller? Myślę, że zbyt szumne nagłaśnianie niektórych książek bywa dla nich krzywdzące. Mimo wszystko nie potrafię się oprzeć chęci czytania książek aktualnie modnych. Nie przeszkadza mi, że idę jak owca za tłumem, nie mam potrzeby bycia outsiderem w doborze lektur. W przeciwieństwie do niechęci w stosunku do tłumów na górskich szlakach, pokaźna liczba czytelników danej książki mi nie przeszkadza. Jeśli w przypadku wyboru: Tatry czy inne, dużo mniej popularne pasmo górskie wybrałabym samotne wędrowanie, tak współczytacze jednej pozycji książkowej cieszą, ponieważ można z nimi podyskutować o wrażeniach, odczuciach, wnioskach. Znowu mnie wzięło na rozmyślanie na książkowe tematy, a to za sprawą Sagi o wampirach. Utknęłam gdzieś na początku i właśnie tak chęć wyrobienia sobie zdania na podstawie całości trzyma mnie przed odłożeniem jej na półkę. Ale pora już spać. Jeszcze tylko musze jakoś przekonać psa, żeby zeszedł z łóżka. A tak słodko śpi;-)
poniedziałek, 08 lutego 2010
"Pęknięcie" Karin Slaughter
Dlaczego tak polubiłam Pęknięcie? Powodów jest kilka. Pierwszym z nich jest niewątpliwie postać głównego bohatera, przesympatycznego agenta Will Trenta. Pęknięcie to thriller, który idzie o krok dalej nie zamykając się w klasycznym schemacie: znaleziono ciało/ciała zamordowanego/nej/nych i na ostatnich stronach książki po długim śledztwie mądry, błyskotliwy, nieustraszony policjant łapie mordercę czyniąc tym samym zadość sprawiedliwości. Will Trent, któremu nie można odmówić błyskotliwości ideałem jednak nie jest. Posiada pewną wstydliwą ułomność, defekt, który utrudnia mu funkcjonowanie w życiu codziennym - jest dyslektykiem. Praktycznie nie potrafi czytać i pisać. O jego tajemnicy wie tylko jego szefowa Amanda, i Will, rzecz jasna, wolałby aby tak pozostało. Agent Trent wraz z przydzieloną mu do pomocy Faith Mitchell zaczynają wyścig z czasem. Z domu Abigail Campano zostaje porwana córka Emma. Matka myśląc, że znajduje w domu zwłoki córki zabija mordercę, którego zastaje na miejscu zbrodni. Sprawy mocno się komplikują, ponieważ domniemany zabójca okazuje się być przyjacielem Emmy, zabitą dziewczyną nie Emma ale jej przyjaciółka Kayla. Faith, nie ukrywa swojej urazy w stosunku do Willa, a jej niechęć jest związana z poprzednią sprawą jak prowadził Will i której bohaterką była m.in. matka Faith. Telewizja i gazeta żywią się nieszczęściem rodziny Capmano, ojciec Emmy nie wierzy w kompetencje Willa, swojego znajomego z czasów domu dziecka. Abigail stara się nie załamać pod ciężarem wydarzeń. A czas ucieka… I wraz z nim szanse na znalezienie Emmy żywej. Książka wielowątkowa, napisane ciekawym, energicznym językiem. Bez koloryzowania i słodzenia, ale także bez epatowania przemocą. To jedna z niewielu książek, w której autentycznie rozwiązujemy tajemnicę, nie domyślając już po kilku kartkach kto jest tym złym. Moja ocena to 5.5 |
Archiwum
Zakładki:
-------------
Czytam obecnie:
DĄBEK
Korzystałam z tej strony z szablonami
Moja Bibionetka
Moja skrzynka mailowa, zapraszam do pisania:-))
kot.w.butach84@gmail.com
Na półce czekają:
Przeczytane
Ucieszyła mnie:
Ulubione
Zaglądam tu:
|