Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
piątek, 10 czerwca 2011
Z życia studenta

Środa wieczór. Kot w butach przezwyciężył ogromną niechęć, która uniemożliwiała zabranie się za kolejny projekt. Było to trudne ponieważ kot w butach miał zielone pojęcie o temacie, wpierw musiałby przestudiować wykłady pracowicie wysyłane w ilościach hurtowych przez wykładowcę na grupowego maila, później należałoby przejrzeć prawie cały zapisany 96 kartkowy zeszyt a następnie wybrać model dla którego trzeba policzyć przeróżne niezwykle-ważne parametry. Model wybierany w myśl zasady jak-kto-chce zwykle bardzo stopuje kota w butach, bo jak tu wybrać coś co nie będzie zbyt łatwe, dyskredytujące kota w oczach Nauczyciela, odpowiednio pedagogiczne ale też dające się obliczyć przed końcem sesji? W końcu kot odważnym ruchem kociej łapki szkicuje na własną odpowiedzialność model mając nadzieję, że nie jest to akurat jeden z tych przypadków, których rozwiązać się nie da, wyjątek-wśród-wyjątków, przypadek-szczególny. W okolicach 1 w nocy kot czując dobrze spełniony obowiązek udaje się na spoczynek, zostawiając pracowicie rozpoczęty projekt.

Następnego dnia wstaje odrobinę połamany (wielogodzinne przesiadywanie przy biurku trudno porównać do relaksującego pływania) przygotowuje nieodłączną ostatnio wodę z cytryną i odważnie udaje się do biurka. A tam (mogę się założyć) podmieniony projekt napisany kocią ręką. Gdy kot w butach próbuje dojść do wniosku co skłoniło go do pisania takich głupot, zaprzeczania podstawowym prawom matematyczno-fizycznym nie potrafi odpowiedzieć na pytanie. Ściera kropelki potu z kociej skroni ciesząc się w duchu, że ten niewybaczalny-błąd znalazł teraz, a nie za trzy dni, gdy projekt będzie gotowy, początkowy błąd pomnożony przez sto, a spojrzenie Nauczyciela coraz bardziej zdezorientowane. Kot do dziś słyszy w uszach słowa Nauczyciela „Pani kocie w butach, pani ma poważny problem z matematyką”. Ale kot w butach wie, że to nie matematyka stanowi problem ale legendarne wręcz roztrzepanie. Dlatego teraz każde (jak się później okaże, jednak nie każde) obliczenie sprawdzane jest dwukrotnie.

Innym razem inny Nauczyciel zwrócił 7 stronnicowy projekt ponieważ zaraz na początku kot w butach ryzykowanie rezygnuje z pomocy wypaśnego kalkulatora stwierdzając, że 3  podzielone na 2 to 1,25. A na kolokwium 60 + (-40) + 10 to dla kota 20.

Czwartek płynie pod znakiem wyliczania kolejnych parametrów, popijanych hektolitrami kawy i wody z sokiem przerywanych ćwiczeniami, które nie tyle mają sprawić, że kocie ciało zacznie przypominać ciało modelki ile sprawi, że kocia główka nie położy się dosłownie-na-chwilę na biurku do spania.

50 brzuszków – godzina nauki – 50 brzuszków – godzina nauki to koci sposób na upakowanie kolejnych kilogramów wiedzy w głowie.

Późnym wieczorem kot z miną biegacza na 100 kilometrów zbliża się do końca. Nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście szybko skanuje projekt, robiąc kilka kopii w kilku miejscach na dysku i wysyłając na kilka maili na wypadek gdyby pies (który przecież nie chodzi po biurku i do tego nie ma zębów) zjadł przez noc (co jest jeszcze mniej prawdopodobne bo w nocy pies kota w butach ma inne zajęcie, próbuje udowodnić że środek kociego łóżka jest najwygodniejszy… dla psa) te kilka cennych kartek.  Kot w butach wysyła projekt do Nauczyciela, pozdrawiając go serdecznie, kłaniając się wirtualnie, śląc poważania.

Kot w butach pada. Usypia w spódnicy, okularach, nie przejmując się psem leżącym na środku łóżka z wyciągniętymi jak najdalej łapkami.

Rano, jeszcze bardziej połamany kot, w sumie już bardziej kocisko, sierściuch, biegnie po cytrynową wodę, odpala laptopa i czyta:

„Pani kocie w butach

Część druga -> DRAMAT.
Proszę mnie łapać  w przyszłym  tygodniu na PK bo to do niczego sie nie nadaje.

Pozdrawiam

Nauczyciel”

Silny rumieniec oblewa kocie policzki, kot w butach WIE że w oczach Nauczyciela jest beznadziejną ciapą, dlatego z miną biegacza na 100 metrów siada do projektu z postanowieniem, że nie spocznie póki na kocią łapę nie wytropi nieposłuszną liczbę.

15 minut później JEST. Wiersz 23 strona 3. Bezczelny brak minusa. Co gorsze: celowy brak minusa. Nawet pod lupą wyraźnie widać, że w miejscu gdzie on powinien być jest puste, nietknięte długopisem miejsce.

Wypaśny kalkulator + trzykrotne sprawdzanie każdego działania na następnych 3 stronach + naniesione poprawki na założony model dają całkiem nowy LEPSZY projekt.

W odpowiedzi na drugiego maila Nauczyciel wysyła upragnione

„Pani kocie w butach, Teraz to wygląda OK.
Pozdrawiam Nauczyciel”

Kot w butach pada, ale przecież zaraz znów zaczyna się zabawa… „Piątek rano. Kot w butach przezwyciężył ogromną niechęć, która uniemożliwiała zabranie się za kolejny projekt. Było to trudne ponieważ kot w butach miał zielone pojęcie o temacie…”

piątek, 27 maja 2011
The end of the rainbow

Studia pochłonęły mnie niczym zazdrosny kochanek, zajmując dnie i noce, męcząc, tłamsząc, ciesząc i smucąc. Jest ciężko, szczególnie gdy trzeba się przełamać aby za daną z pozoru absolutnie nie do ogarnięcia rzecz się zabrać. Godziny spędzone nad takimi perełkami jak metody numeryczne dają rezultaty. Kolejne cegiełki wiedzy wskakują na odpowiednie miejsce, a kot w butach ma ochotę krzyknąć „Exactly!”

Wymordowałam całkiem dobrą przecież „Weź moją duszę”. Zabrało mi to przyjemność czytania i nauczyło, że czytanie jest jak powietrze, wprost niezbędne do codziennego życia. Jako, że taki uczelniany maraton potrwa jeszcze 1,5 miesiąca wrzucam w siebie kilogramy zdrowych rzeczy, spaceruję z Futrzastym i kuję, kuję, kuję.  Wszelkie wieści o kolejnej fali światowego kryzysu puszczam mimo uszu. Co ma być to będzie. W razie czego będę naprawdę wykształconym bezrobotnym. Wraz z K kursujemy pomiędzy Śląskiem a Krakowem, licząc że wakacje uda spędzić się u niego, pod Opolem.

Dużo pomysłów rodzi się w głowie, staram się nie oglądać kolejnych zdjęć ślubno-porodówkowych znajomych z mojego rocznika. Myślę o pływaniu (wbrew lub zgodnie z wolą mojego ortopedy, nie wiem, ostatnio nie mogliśmy złapać wspólnego języka, byłam ostatnią pacjentką w kolejce i bardziej niż o mnie, myślał o parującym kotlecie z surówką czekającym na stole w domu), odświeżeniu języka niemieckiego, szlifowaniu ukraińskiego, aby przestał być tylko słuchano-czytany, a stał się także mówiono-pisany.

Nie myślę o tym czego nie mogę mieć, w myśl zasady cieczenia się z tego co się ma. Intensywny zapach kwitnących akacji wpadający przez okno przypomina o koniecznej wyprawie po miód do mojego ulubionego sklepu pszczelarskiego.

Poranna kawa, makijaż, coraz mocniej kryjący cienie pod oczami, jabłko do torebki wypchanej projektami wykonanymi poprzedniej nocy i ruszam wiedząc, że…

„Po co ten stres, myślisz, że nie masz nic
Każdy ma - nawet Ty
Czasem trzeba to po prostu znaleźć
Miłość, noc i deszcz, życie też
Dla tego warto starać się
Powiedz, czy naprawdę nic nie jesteś wart
Znajdź to w sobie, tak

Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans” (Myslovitz)




wtorek, 12 października 2010
Pewnego razu na wykładzie

Profesor:  Proszę koleżanki nie podrywać na zajęciach… myślę, że ma pan małe szanse.